niedziela, 1 lutego 2015

Perfect body - trening z Ewą Chodakowską. Moje wrażenia.

Ostatnio zauważyłam, że lutowy magazyn Shape można kupić z jednym z czterech programów treningowych firmowanych właśnie przez Shape i Ewę Chodakowską. Wszystkie cztery DVD były już dodatkami do poprzednich numerów czasopisma, więc jeśli coś przegapiliście to macie teraz możliwość uzupełnienia swoich kolekcji. Ja mam trzy z tych płyt, ale przyznam, że czwartej nie mam ochoty kupić. Chciałabym Wam dzisiaj zasugerować mój wybór - którą z tych płyt warto nabyć.
Do wyboru są: Perfect body, Power workout, Super kardio i Ekstra figura. Wszystkie z tzw. serii Total fitness. Dwa z tych treningów prowadzi Ewa Chodakowska, a dwa Tomek Choiński. I tu moja pierwsza uwaga. Naprawdę, uwierzcie mi, nie mogę przekonać się do Tomka Choińskiego. Niestety, mam wrażenie, że za bardzo wzoruje się na Ewie, przez co traci swoją własną indywidualność. Jego motywacyjne wsparcie zupełnie na mnie nie działa, bo mam wrażenie, że jest wyuczone na pamięć. I to jest właśnie powód, dlaczego nie mam Power workout. Po prostu nie chciałam kupować płyty, z którą i tak bym nie ćwiczyła.

Ze wspomnianych powyżej treningów polecam Perfect body prowadzony przez Ewę Chodakowską. Program skupia się przede wszystkim na dolnych partiach ciała: udach, pośladkach, a także na brzuchu. 
Całość tj. część zasadnicza plus rozgrzewka i rozciąganie trwa ok. 40 minut, sam trening - 31 minut. 
Trening podzielony jest na 5 części. Każda z nich składa się z trzech ćwiczeń powtarzanych 3 razy. Każde ćwiczenie wykonuje się 30 sekund, następnie jest 10 sekund przerwy na zmianę pozycji. W treningu wykorzystywane są ciężarki, które dobiera się indywidualnie, w zależności od formy. I to jest jedna z cech wyróżniających ten trening. Z dotychczasowych treningów Chodakowskiej pamiętam tylko jeden, który wykorzystywał obciążenie, ale był to trening na górne partie ciała i mięśnie przykręgosłupowe, a nie całościowy program. Dodatkowo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tamtym treningu hantle były raczej rekwizytem niż realnie wykorzystywanym przyrządem. Tutaj - naprawdę się z nich korzysta.
Tradycyjnie trening rozpoczyna się rozgrzewką, która trwa ok. 4 minut. Jest to dynamiczna rozgrzewka, przy której można się rozruszać. Jedyne co mnie w niej denerwuje to MUZYKA! Nie mam pojęcia co jest podkładem muzycznym, ale jest to fatalne...

W części zasadniczej treningu natkniemy się m.in. na takie ćwiczenia jak: pompki, pajączek, brzuszki z naprzemiennym unoszeniem hantli, przysiady w szerokim/normalnym rozkroku ze wznosem hantli do góry. W treningu pojawiają się też ćwiczenia na wewnętrzną partię ud, o czym często się zapomina w tego typu programach (dla mnie to duży plus! ;)). Pojawia się też kilka ćwiczeń na triceps, o którym również często zapominamy. W Perfect body podoba mi się również to, że pomiędzy rundami nie ma tych długich - minutowych przerw jak w innych treningach z cyklu Total fitness, dzięki czemu stale jesteśmy w ruchu i nie "wychładzamy" organizmu. 
Ogólnie trening oceniam naprawdę pozytywnie. Nadaje się on dla każdego, ponieważ można indywidualnie dobierać obciążenie, a dodatkowo rozliczanie ćwiczeń na czasie powoduje, że każdy może wykonywać ćwiczenia w swoim własnym tempie. Jeśli dobierzemy sensowne obciążenie, to wykonamy solidny trening. Powiem Wam, że chyba pierwszy raz widziałam Chodakowską tak zmęczoną - nie wiem, czy to wina gorszego światła, makijażu, czy jednak coś w tym jest ;)
A Wy znacie ten trening, albo pozostałe? Co o nich sądzicie?

2 komentarze:

  1. Z Tomkiem ćwiczyłam speed effect- ogolnie zestaw cwiczen fajnie dobrany, mozna sie zmeczyc, jednak jakos mnie nie przekonał. Nie był na tyle fajny zebym z checia chciala puscic sobie ten trening codziennie. Uwazam, ze jeszcze przy pierwszych dniach jest ok to pozniej jego prowadzenie robi sie monnotonne i meczące- nie pomaga nawet to ze przy koncu treningu ściaga koszulke ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) całkowicie się z Tobą zgadzam! Sam trening nie jest zły, ale podobnie jak Ty nie mam ochoty do niego wracać. A ta koszulka na koniec...hmm... u mnie wywołała raczej wybuch śmiechu niż "efekt zachęty" ;)

    OdpowiedzUsuń